Skocz do zawartości

SIMRACE.PL używa cookies. Stosujemy je, aby ułatwić Tobie korzystanie z naszego serwisu. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące ciasteczek w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.Proszę zapoznać się z Polityka prywatności żeby uzyskać więcej informacji. Jeśli wyrażasz zgodę i nie chcesz więcej tej informacji kliknij przycisk po prawej:    Akceptuje używanie cookies
Witaj na SIMRACE.PL
Fajnie, że do nas trafiłeś. Żeby zobaczyć wszystkie treści musisz posiadać konto.
ZALOGUJ ZAŁÓŻ KONTO
Zdjęcie

ACC International Endurance - Wrażenia z wyścigów

- - - - - LIGA online

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
50 odpowiedzi w tym temacie

#46
Plupi

Plupi

    Zapaleniec

  • Moderatorzy
  • 1015 postów
  • LokalizacjaPrehoryłe
I to by było na tyle: w minioną niedzielę miała miejsce ostatnia, siódma runda ACC International Endurance, 90-minutowy wyścig na torze Kyalami w RPA. Tak się złożyło, że na tym torze wcześniej prawie w ogóle nie jeździłem, pomijając jakieś luźne sesje losowymi samochodami. Pierwszy wyścig online w tym miejscu zaliczyłem niecałe dwa tygodnie temu u Jardiera z okazji pierwszych urodzin ACC. A rywale mogli mieć ten tor już opanowany: w końcu sezonowa "zerówka", w której nie jechałem, miała miejsce na Kyalami właśnie. Innymi słowy: zapowiadała się ciekawa, trudna runda.
 
Na pierwszej sesji prekwalifikacyjnej wykręciłem kilkanaście poprawnych okrążeń, z których większość polegała na znalezieniu rytmu na tym torze i miejsca dla mojego Continentala. Wpadł nienajgorszy PB z zamiarem poprawki gdzieś przed wyścigową niedzielą. Niestety parę dni temu moje mocno wyeksploatowane T3PA Pro odmówiły posłuszeństwa: poszła główna sprężyna hamulca, a razem z nią okoliczne tworzywa sztuczne. No to czas brać T-LCM? Nic z tego: nigdzie nie można ich dostać, a jak już się pojawią to znikają zanim zdecyduję się na zakup. Po prowizorycznej naprawie jakoś udało się przywrócić T3PA Pro do używalności, ale to nie było już to, do czego się przyzwyczaiłem. W sobotę dokręciłem jeszcze kilka okrążeń, ale nawet nie zbliżyłem się do PB. Na szczęście wcześniejszy wynik pozwolił na bezproblemowe znalezienie się w stawce serwera Gold (miejsce 34 na 71 zakwalifikowanych kierowców).
 
Na zewnątrz upały, w pokoju temperatura od paru dni dużo powyżej komfortowej, a atmosferę jeszcze bardziej podgrzewa zachodzące Słońce. Wyścig zapowiadał się na wyjątkowo męczący. Biorąc wszystkie powyższe akapity pod uwagę: plan był na przejechanie ostatniej rundy najmniejszym wysiłkiem, pominięcie kwalifikacji i start z samego końca, aby było ciekawie. A potem przyszły kwalifikacje... w ciemnościach, ósma wieczorem, choć rozkład jazdy wskazywał na godzinę 16:00. Hmm jakiś bug chyba. Kyalami nocą to zupełnie inna sprawa. Jedziemy! Na kwalifikacje nie byłem nastawiony, więc pojechałem dużo poniżej oczekiwań i uplasowałem się na gridzie na P9 na 27 kierowców (gdzie reszta? Nie wiadomo). A mogło być wyżej, może nawet P5, ale jadąc ostatnie kółko z ponad 0,3 sekundy "na zielono" poleciałem w piach i tyle tego było.
 
Udział w kwalifikacjach sprawił, że w wyścigu nastawiłem się na większe ryzyko: start Continentalem zatankowanym na ponad godzinę jazdy, pit stop opóźniony do 20-30 minut przed końcem wyścigu z małą dolewką paliwa i jazda na jednym zestawie ogumienia. O ile tylko uda mi się je utrzymać w niezłym stanie: na Monzie opony zajechałem właściwie już po 30 minutach, więc kto wie jak to skończy się na Kyalami. Podniosłem kontrolę trakcji, podniosłem ABS i w myślach głosem Jackiego Stewarta powtarzałem sobie klasyczne "You need to be smooth. Smooooooooth.".
 
Przede mną Astony V12 oraz V8, dwa McLareny, jedno AMG, jedno Ferrari, a na pole position Lamborghini. Piękna mieszanka. Jeśli tylko uda się przeżyć L1 to będzie dobrze. Na starcie komuś przede mną nie wyszło. Trochę ryzykownie skorzystałem na gorszym starcie innych i do T1 wchodziliśmy 3-Wide albo coś koło tego. Było rojno. Na T1 poniosło mnie trochę szeroko i zdaje się, że jakieś Ferrari wywiozłem na zewnętrzną. Ale przejechaliśmy czysto, bez kontaktu. Już po trzecim zakręcie byłem szósty. Trzy miejsca właściwie za darmo. Niezły start.
 
Przede mną Aston V12, przed nim Aston V8 i tak sobie jechaliśmy w odstępie sekundy, może czasem więcej, od siebie. Już na drugim okrążeniu całą szóstką odjechaliśmy na ponad trzy sekundy do Ferrari na miejscu siódmym, a lider zaczął się od nas wyraźnie oddzielać. W trójkę na P4-P6 trzymaliśmy się bardzo blisko siebie, czasem dołączał do nas kierowca P3, czasem się oddalał. Ale nikt nie był na pozycji pozwalającej na wyprowadzenie ataku. V12 przede mną momentami rzucało na trawę czy krawężniki, ale nie na tyle, abym mógł na tym skorzystać. Jechaliśmy jak przyklejeni.
 
Już na piątym okrążeniu niespodziewanie pojawiło się przed nami zdublowane Porsche, które nieco zamieszało w tak zbitej stawce. Nikt nie zamienił się miejscami, ale doszedł do mnie szybszy kierowca w Aston Martinie. Widząc jego czasy okrążeń wiedziałem, że wyprzedzi mnie przy najbliższej okazji. Ale takowej szybko nie było. W dodatku Astony V12 oraz V8 bezpośrednio przede mną coraz zażarciej walczyły o miejsce czwarte, tracąc na tym sporo czasu. Na dziesiątym okrążeniu obie maszyny spotkały się na zakręcie Cheetah, na którym ich walkę zakończył krawężnik-zabójca. V12 podbiło, poleciało na V8 i Aston Martiny rozstąpiły się przede mną: jeden poleciał na barierki w prawo, drugi w lewo. Awansowałem na miejsce czwarte i miałem przed sobą nieco przestrzeni: Lamborghini na miejscu trzecim miało ponad 3,5 sekundy przewagi, przed nim McLaren, na prowadzeniu Lamborghini z przewagą prawie pięciu sekund nade mną.
 
Razem z Aston Martinem, który jest ciągle niecałą sekundę za mną, zbliżaliśmy się małymi krokami do pierwszej trójki. Na dwunastym okrążeniu dojeżdżamy do całego towarzystwa na nawrocie na zakrętach 10-11. Co tu się wyrabia?! Wygląda jakby jechali 50 km/h, jeden patrzy się na drugiego, drugi na trzeciego, jakieś przepychanki, jakieś wizyty na trawie. Tego się nie spodziewałem. Na The Crocodiles właściwie oddaję pozycję Aston Martinowi za mną i spadam na miejsce piąte. Mam nadzieję, że rozgoni pierwszą trójkę i może sam coś na tym ugram.
 
Nic z tego. Utknęliśmy we trójkę za wolniejszym Aston Martinem na miejscu drugim, który być może był uszkodzony, a do tego momentami lagował. Utknęliśmy do tego stopnia, że moja przewaga ponad czterech sekund do P6 spadła na siedemnastym okrążeniu do niecałej sekundy. Niedobrze! Na szczęście na tym samym okrążeniu problematyczny Aston Martin zjeżdża na pit stop. Awansuję na miejsce czwarte i razem z McLarenem na P2 oraz Aston Martinem na P3 zaczynamy się oddalać ponownie od innych kierowców, którzy byli niecałą sekundę za mną.
 
Okrążenie dziewiętnaste: od mechaników wyjeżdża przed nami znajomy Aston Martin, który dopiero co walczył o podium. Jako kandydat do zdublowania podejmuje walkę z McLarenem i Astonem przede mną i najwyraźniej ani myśli o umożliwieniu im wyprzedzania. Na The Crocodiles zderza się z Aston Martinem jadącym bezpośrednio przede mną. Smutny widok. Hamowanie, redukcja do jedynki, mijam wypadek i awansuję na miejsce trzecie. Do końca wyścigu jeszcze daleka droga: 57 minut.
 
Poza dublowaniami nie działo się teraz wiele ciekawego: McLaren przede mną był nieznacznie szybszy, Ferrari za mną było nieznacznie wolniejsze i każdy z nas jechał po swoje. Lider w Lamborghini nie mógł najwyraźniej utrzymać rytmu: z każdym okrążeniem zbliżaliśmy się do niego razem z kierowcą McLarena, a potem znowu oddalaliśmy. Na 24 okrążeniu, jeszcze przed połową wyścigu, McLaren przede mną zjechał na pit stop. Awansowałem na miejsce drugie. Opony zachowywały się obiecująco, w baku było jeszcze pełno paliwa. Zaczęło zachodzić i miejscami oślepiać Słońce. Okrążenie 26: lider u mechaników. Wjeżdżam na prowadzenie.
 
Jakieś 43 minuty do końca, niecałe trzy sekundy za mną Ferrari, decydująca faza wyścigu. Okrążenie 30: samochody za mną zjeżdżają do pitów. Zostaję sam z kierowcami do zdublowania, do końca 39 minut. Dublowanie, kalkulowanie paliwa, małe błędy tu i tam. Najbliższych rywali nie widać, nie mam pojęcia na jaką taktykę się zdecydowali i gdzie są, wszyscy widoczni w tabeli byli już na pit stopie. A ja nie. Ja jadę dalej. W baku jeszcze 25 litrów. Bentley pali nieco więcej, niż się spodziewałem, ale brakuje mi skupienia aby wyliczyć czy muszę dolać więcej, niż zaplanowałem. Aby było ciekawiej: mojego ogona uczepiło się zdublowane Ferrari na miejscu 21, które wyglądało na szybsze i które miejscami pewnie spowalniałem. Ale chyba nie wyszło mu to na tak bardzo złe: goniąc w odstępie niecałej sekundy-dwóch za moim dublującym Bentley'em przeskoczyło parę pozycji. Pewnie na tych wszystkich dublowaniach nie wyszedłem najlepiej, ale wszystko wskazywało na to, że opon rzeczywiście nie będę zmieniał.
 
Okrążenie 38, tylko 22 minuty do końca: lider zjeżdża na pit stop. To znaczy ja zjeżdżam. Crew Chief podaje mi, że wyjadę na tor na miejscu trzecim. Smuteczek, czyli plan nie dał rady. Ale i tak warto było pojechać na takiej taktyce, miejsce na podium to i tak będzie sukces, o ile uda się na takim dojechać do mety. "You need to be smooth. Smooooooooth.".
 
Wyjeżdżam z pitów po dotankowaniu na starym ogumieniu. Niestety moje kalkulacje okazały się tak chybione, że zalałem aż 25 litrów za dużo (słownie: dwadzieścia pięć), tracąc na tym cenne sekundy. Ale wszystko poszło zgodnie z planem, a Crew Chief blefował: wyjechałem z pitów na pozycji lidera! Okrążenie wyjazdowe było festiwalem błędów, ale udało się je przeżyć w jednym kawałku. Niestety tylko jakieś cztery sekundy za mną był kierowca McLarena na P2, który odrabiał nawet 0,7 sekundy na okrążenie. Był znacznie szybszy... ale ja byłem znacznie większy! To znaczy mój Bentley był znacznie większy. A wszyscy wiemy jakie jest z niego wielkie bydlę. Przed nami dwoili się i troili kierowcy do zdublowania, którzy nie zawsze mieli ochotę na ułatwienie tego manewru (w sumie chyba tylko kierowcy w Top 10 nie zostali zdublowani).
 
Na jakieś 13 minut przed końcem, na 44 okrążeniu McLaren był już niecałą sekundę za mną. I zaczęła się walka ze wszystkim: z McLarenem, zmęczeniem, nocą, dublowanymi, zużytymi oponami. Olaboga! Wystarczył jeden błąd, abym pożegnał się z prowadzeniem. Błędów była masa, ale nie tak poważnych, aby kierowca McLarena miał okazję do czystego ataku. Co się zbliżył to musiał odpuszczać. Mogłem mieć tylko nadzieję, że może sam miał podobne problemy. I tak było już do ostatniego, 52 okrążenia. W samej końcówce moje opony na przedniej osi w końcu się poddały. Ostatnie kółko w moim wykonaniu było tragiczne. Błąd za błędem, uślizgi, ratowanie się nieudolnym, ale skutecznym zamykaniem drogi na wewnętrznych zakrętów i w końcu poważny błąd na The Crocodiles, gdzie już oczami wyobraźni widziałem mojego Continentala skomlącego w piachu. Ale wyhamował, sprężył się, skręcił z trudem już za granicami toru. Kierowca McLarena tylko czekał aby gdzieś się wcisnąć, ale nie był wystarczająco blisko. Został łuk Cheetah, gdzie na nas obu czekał po wewnętrznej wysoki krawężnik-zabójca. Zamknąłem z trudem drogę, na ostatnim zakręcie zastawiłem całą szerokość toru i minąłem linię mety jako pierwszy z McLarenem dwie-trzy długości samochodu za mną. Uff. Zwycięstwo! Tego nikt się nie spodziewał. Ale końcówka wyścigu, ale piękny koniec sezonu! To sprawdźmy jeszcze czy gdzieś przypadkiem w tym czasie nie pojawiły się T-LCM...
 
A jak zamknął się cały sezon w moim wykonaniu? Dużo gorzej od poprzedniego, głównie ze względu na całą serię nieszczęśliwych zdarzeń, które ciągnęły się za mną przez kilka rund. Za każdym razem startowałem na Goldzie. Zaczęło się obiecująco od P7 na ulewnej Suzuce. Potem dopiero P14 na Zolder (P12, jeśli brać pod uwagę kary po wyścigu), gdzie nie tylko dostałem w tyłek, ale dorobiłem się na własne życzenie kary drive-through. Potem urzekające Bathurst, gdzie prawie udało mi się dostać do Platinum i gdzie startowałem z P4 z zamiarem walki o czołowe pozycje. Niestety strzał w tyłek już na czwartym zakręcie ostudził wszelkie ambicje: na mecie P15 (po karach P14). Na Silverstone było nieźle... do ostatnich kilkunastu minut, podczas których wszystko się popsuło (P16, po karach P13). Po Laguna Seca nie oczekiwałem niczego, jechało się słabo i po raz kolejny dostałem w tyłek: P18. Na Monzie ponownie otarłem się o serwer Platinum, a do wyścigu startowałem z P3. W końcu udało się "odczarować" ten sezon: bez przygód dojechałem do mety na P4. I w ostatniej rundzie niespodziewane zwycięstwo na Kyalami! W klasyfikacji generalnej zajmuję póki co miejsce 30 (na 188 kierowców). Mimo to wygląda na to, że względem poprzedniego sezonu uda się obronić pozycję najwyżej sklasyfikowanego kierowcy, który startował tylko na serwerze Gold. Zwłaszcza, że wygrana na Kyalami powinna poprawić ostateczny wynik.
 
Dziękuję za wyścig i cały sezon! Do zobaczenia w przyszłości.
 
 
 


#47
Mav309

Mav309

    Stały bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 387 postów
  • LokalizacjaImmersione Scuderia Corsa

Kyalami: O jeden metr za daleko...(no dobra, o 20 metrów)

 

Ale po kolei.

Do treningów w Afryce usiadłem pełen nadziei, jak mi pójdzie z nowymi pedałami z LC (Stare T3PA Pro poszły w odstawkę a na ich miejsce weszły GIGANTYCZNE "repliki" Heusinkveldów pro).

Pierwsze kółka to zimny prysznic, bo się okazało że wiecznie spinuję nie potrafiąc złapać rytmu.

911 lata po asfalcie jak niemiecka łyżwiarka po ostrej libacji.

Konsternacja i rozczarowanie nowymi pedałami?

Wszyscy zachwyceni LC a ja rozczarowany?

Okazuje się że to wina braku ustawionych deadzonów w belkach tensometrycznych zarówno hamulca jak i gazu.

Zwłaszcza hamulca, na którym już położona noga bez nacisku wciąż generowała 10-15% siły hamowania - stąd te wieczne spiny.

Chwilka z DIview i już jest wszystko idealnie jak chciałem, parę kółek zapoznawczych i  trafiam w apexy (przynajmniej w większość).

Chyba LC rzeczywiście są lepsze, bo czas prequal bez zbytnich starań wypadł o 2 sekundy lepiej niż prequal do wyścigu zerowego...

A może to ja się nieco wyrobiłem w sezonie? ;)

 

Na pożegnalną ostatnią rundę zafundowałem 911nastce istne prosiaczkowe, różowe wdzianko.

Do startu ustawiłem się z końca stawki mając w planach zyskać jak najwięcej na przetasowaniach i kraksach na pierwszych okrążeniach.

 

Prawie się udało, na drugim albo trzecim okrążeniu, mając za sobą kilka zakrętów 2W i 3W, jestem na 20 pozycji i siedzę na tyle czerwonej 911

Wychodzimy wspólnie z zakrętu Barbeque na prostą "pod górkę".

Spoter informuje mnie o żółtej fladze - zauważam stojące na lewym poboczu ferrari, "pozycja w górę" sobie pomyślałem.

Porsche przede mną idzie na prawą stronę, przyklejony za nim w zasadzie nic nie widzę i w tym momencie czerwona 911 odbija gwałtownie na lewo, a mój widok w całości zasłania obrócony tyłem do kierunku jazdy aston!

Wbijam się w niego czołowo z impetem, jakiego nie powstydziłyby się auta z pięciogwiazdkowej czołówki wyników NCAP, po czym potulnie z kierownicą skręconą o 45 stopni turlam się z podwiniętym ogonem do pitstopu.

Na dotankowanie pod korek i próbę przejazdu bez kolejnego pitu jest jeszcze za wcześnie, więc tylko jakoś klecę zdruzgotane porsche, w międzyczasie obserwując zjazdy innych uczestników kraksy (naliczyłem chyba 4rech).

Wyjeżdżam tuz przed czołówką wyścigu. Przez kolejne kilka okrążeń nie mogę złapać tempa, wciąż starając się bezproblemowo oddać pozycję na niebieskich flagach.

 

A gdy już łapię sensownie tempo i próbuje się oddublować, jest to bardzo utrudnione, bo nie mam wystarczającej przewagi szybkości nad kierowcami z okolic 6-8 pozycji.

Zwłaszcza, że gdy już kogoś w końcu wyprzedzam, to obrona tak zdobytej pozycji jest dyskusyjna przy wciąż powiewających niebieskich flagach...

 

Trudno, jadę już o przysłowiowa marchewkę, więc się nie spinam zbytnio, starając się innym wyścigu nie zepsuć.

Finalnie w okolicach 15 pozycji zbliżam się do mety, "inż." informuje mnie, że mam paliwa na 2 minuty więcej, niż potrzeba do wyścigu(w kalkulacjach dodałem na górkę 5 litrów na rozbiegówkę i extra okrążenie lidera),  więc zadowolony spokojnie jadę kontrolując jadącego za mną kierowce z P16 ze stratą 4sekund.

 

Czas wyścigu się kończy, a ja z paliwem na niecałe  2 okrążenia,  coś długo wypatruję komunikatu  o liderze...

Niedobrze, jestem w połowie kółka, gdy widzę upragniony komunikat a ja paliwa mam zaledwie na 1 kółko a trzeba zrobić półtora...

"Może się uda", włączam tryb ekono, zakręty przejeżdżam na o 1 biegu wyższym, staram się jak najmniej hamować, jednocześnie spoglądając na  przewagę nad następnym zawodnikiem która zaczyna topnieć.

W końcu zaaferowany, prawie nie hamując w końcówce "The esses", przesmarowuję zakręt i oddaję pozycję mając w baku 0.2l paliwa.

Wspinam się mozolnie do przedostatniego zakrętu.Nagle silnik milknie, rozpędem przejeżdżam ostatni zakręt i staję 20 (!) metrów przed metą tracąc jeszcze dwie pozycje na korzyść mijających mnie zawodników.

Wołam na radiu o pomoc, w końcu Cezary "Kono" ryzykując karę SA przepycha mnie wraz z kolegą przez linię mety.

 

Po takiej końcówce, niczym  "The King" w kreskówce "Cars" z niesmakiem przykrywam białym brezentem 911 i zastanawiam się nad jego startami w przyszłym sezonie...


When I fall down, don't give me your hand, I will get up stronger.

 

Rig

 

PC

 


#48
Michał888

Michał888

    Forumowicz

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 69 postów
  • LokalizacjaJaworze k/Bielska Białej

Cześć,

to może ja też coś od siebie napiszę bo w końcu po roku obserwowania forum, oglądania transmisji udało mi się wziąć udział w wyścigu.

Wcześniej na przeszkodzie stał brak własnego kąta i porządnego komputera, ale to to już za mną. Zostało poinformować małżonkę, że w niedzielny wieczór jestem niedostępny!

 

Małe sprostowanie - udało mi się zakwalifikować już na Monzę na serwer Silver (dzięki MAV309 za pomoc w ogarnięciu Discorda na wyścig), ale po 30 minutach gdy byłem na pozycji 7 niestety rozłączyło mi neta i wyścigu nie ukończyłem. Wiedziałem już że następny muszę pojechać.

 

I tak jestem, Kyalami.

Odkąd tor pojawił się w ACC omijałem go szerokim łukiem co wyszło w prekwalifikacjach. Uczę się dopiero ustawiać samochód, a brak doświadczenia z tym torem napewno w tym nie pomagał. Ustawiłem więc z automatu agresywny setup i jedziemy. W prekwali byłem prawie na samym końcu listy, a że chętnych było mało skończyło się na serwerze Silver i niestety tylko 9 osobach na gridzie.

 

Kwalifikacje do wyścigu poszły zaskakująco dobrze bo drugie miejsce ze stratą 0,020 do pierwszego miejsca trzeba uznać za dobry wynik.

 

Wyścig.

Lotny start dla kolegi z pierwszego miejsca okazał się za trudny (pewnie przez brak doświadczenia) i został teleportowany do pitu. Tak więc do startu ustawiałem się z pierwszej pozycji.

Green, green, green i jedziemy. Bronię pozycji na pierwszym zakręcie i…. tak na pierwszym miejscu jadę do końca praktycznie bez walki.

Od startu do połowy wyścigu, a więc i pierwszego stintu systematycznie powiększam przewagę nad resztą stawki. Po 40 minutach jestem 22 sekundy z przodu i myślę, że nic się nie może stać. Po zmianie opon i zatankowaniu zdecydowanie za dużo paliwa moje Ferrari nie prowadzi się już tak jak wcześniej. Przewaga wypracowana w pierwszej części wyścigu pozwala mi jednak na trochę niższe tempo i pilnowanie by nie zaliczyć spina. Gdzieś na około 30 minut do końca wyścigu widzę, że kierowca za mną jadący Lexusem stale zmniejsza stratę. Nie mogąc dogadać się z autem, pilnując tempa i minimalizując błędy udaje mi się dojechać do mety z 3 sekundami przewagi.

Chociaż liczyłem na większą frekwencję oraz trochę walki na torze to jak na pierwszy ligowy wyścig nie jest źle.

 

W końcu emocje opadają i uświadamiam sobie, że tego mi brakowało. Wyścigu o coś choć to tylko kilka punktów w rankingu, to jednak inaczej człowiek na to patrzy inaczej niż na randomowym serwerze.

 

Już uświadomiłem druga połówkę, że kolejną ligę jadę już całą.

Do zobaczenia na torze.



#49
shogel

shogel

    Zapaleniec

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1108 postów
  • LokalizacjaPruszcz Gdański

Podziękowania dla organizatorów, komentatorów i uczestników. Gratulacje dla czołówki ligi.  :okok:


ASUS GL502V (i7-7700HQ, GTX1070)


#50
TomTok

TomTok

    Nowicjusz

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 1 postów
  • STEAM ID:76561198941533966
  • LokalizacjaWLKP

Wyścig. Lotny start dla kolegi z pierwszego miejsca okazał się za trudny (pewnie przez brak doświadczenia) i został teleportowany do pitu. Tak więc do startu ustawiałem się z pierwszej pozycji.

 

Tak , ten nie doświadczony to właśnie ja  :) . Pierwszy mój start w zorganizowanej lidze, od razu pierwsza linia .Radość ale start do okrążenia formującego (chyba za szybko ruszyłem żeby rozgrzać opony) i sygnał o zaraz następującej teleportacji, przyznam się nie wiedziałem co zrobić by do niej nie doszło i trach: znalazłem się w pitstopie. Ruszyłem za resztą stawki ale to co było najgorsze to strata jednego okrążenia na wstępie. Mimo beznadziejnej sytuacji miałem świetna zabawę bo tempo auta było konkurencyjne co dawało mi możliwośc wyprzedzania,Dało mi to trzecią pozycję na mecie choć oczywiście musiałem zrobić jedno okrążenie więcej a to dało mi 6 pozycje. Cieszyłem się mimo to bo fajnie jest ścigać się z kulturalną  ekipą na podobnym poziomie ,bo to daje frajdę. Na pewno będe chciał uczestniczyć w dalszych zawodach .Dziękuję za super zabawę i trenuję dalej. 



#51
Michał888

Michał888

    Forumowicz

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 69 postów
  • LokalizacjaJaworze k/Bielska Białej

Po ruszeniu do formującego jechałeś za wolno, nie próbowałeś się ustawić według aplikacji. Próbowałem Ci podpowiedzieć na kanale głosowym ale chyba nie słuchałeś, chociaż rozmawialiśmy po wyścigu.







Również z jednym lub większą ilością słów kluczowych: LIGA, online

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych